Rosińska: Czuję się jak szczeniaczek i jestem w totalnym szoku

Marta Rosińska, podobnie jak jej koleżanki, była załamana po końcowym gwizdku i przegranym meczu barażowym z Karkonosze Jelenia Góra 29:30. Usiadła samotnie kilka metrów od ławki rezerwowych i długo patrzyła w parkiet. Nasze zawodniczki do szatni schodziły ze łzami w oczach.

Dlaczego Suzuki Korona Handball przegrała w podwarszawskich Markach?

- Powiem szczerze, że cieżko jest znaleźć jakieś mądre słowa po tym meczu, który był jednym z najgorszych w naszym wykonaniu w tym sezonie. Walczyłyśmy przez kilka miesięcy, by znaleźć się tutaj w tym miejscu i same sobie wszystko schrzaniłyśmy. Inaczej tego nie można nazwać. Jestem w totalnym szoku, bo sportowo i pozasportowo zrobiliśmy wszystko, aby tu się znaleźć i 60 minut poszło nie tak, jak trzeba. To nie był nasz mecz, przede wszystkim w obronie. W ataku było nieźle, rzuciliśmy 29 goli. To tak naprawdę nie byłyśmy my. Nie wiem dlaczego tak się stało - przyznała Marta Rosińska.

Suzuki Korona Handball zawiodła w decydującym meczu. Przede wszystkim skuteczność, bo w drugiej połowie kielczanki zrobiły bohaterkę spotkania z bramkarki Izabeli Prudzienicy. 

- Jest mi bardzo ciężko. To jest sport i dochodzi do tego, że mimo że jestem jedną z najbardziej doświadczonych zawodniczek, to teraz czuje się jak szczeniaczek. Kompletnie nie wiem, co się w Markach wydarzyło. Byłyśmy przecież dobrze przygotowane, dałyśmy na treningach dużo. Podobnie zresztą jak zarząd i sponsorzy - dodała Rosińska, która zdobyła aż jedenaście bramek w meczu.